whitegames

Gastein


Link Komentuj (0)

Jak większość z was wie, jakiś czas temu wchłonął mnie Babilon. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, że objawia się to chodzeniem w garniturze, liczeniem banknotów przed zaśnięciem, zmianą wyrazu twarzy na zaciętą, rozpychaniem się łokciami, podkładaniem nóg kolegom z pracy, wycinaniem drzew w Amazonii, zatruwaniem rzek całego świata i porannymi modlitwami przed wizerunkiem Wielkiego Szefa.


Jednak nie bójcie się, nie taki diabeł straszny! Gdy Wielki Szef ma dobry dzień, ewentualnie wykazałeś się bezwzględnością w ściąganiu pieniędzy od biednych klientów lub jakimś innym sukcesem, wtedy Wielki Szef może spojrzeć na ciebie przychylnym wzrokiem i …wysłać cię na wyjazd w góry z „Klientem Strategicznym”. Czysta przyjemność po miesiącach spędzonych przed monitorem, błądzenia w tonach papierów, brodzenia we krwi niewinnych dzieci…



Razem z „Klientami Strategicznymi” udaliśmy się do miejscowości Gastein. Ośrodek na pewno bardzo przypadłby do gustu Kubie, bo lasy tamtejsze są przecudnej urody o niewyobrażalnym wręcz jezdym potencjale z dużą ilością fajnych pillow line’ów. W związku z tym zaraz po wpięciu w deskę pomachałem „Klientom” i zgubiłem się w lesie. Niestety za moment dogoniła mnie mgła i wtedy zgubiłem się już na serio, bo nie widziałem nawet deski pod nogami. Widocznie Wielki Brat pogniewał się, za mą dezercję i zesłał na mnie tą plagę. Po takiej nauczce, kolejnego dnia jeździłem już grzecznie po trasach. Plan był taki, żeby uśpić czujność Wszystkowidzącego Bossa i już trzeciego dnia przeprowadziłem bardzo przemyślaną akcję dywersyjną namawiając swojego przełożonego i kumpla z Austrii na jazdę na free. O dziwo akcja zakończyła się sukcesem, uśmiechami na gębach i bardzo fajnymi śladami w bardzo przyjemnym źlebie. Dywersja niestety nie spodobała się Bossowi, bo zesłał na nas huragan w trakcie którego przekonałem się, że wiatr grzejący z prędkością 120 km/h rzeczywiście jest w stanie zwalić z nóg i że gondolki są w stanie niemal owinąć się wokół liny wyciągu. W związku z niesprzyjającym warunem dzień zakończyliśmy w barze. Kolejnego ranka okazało się, że huragan przyniósł wieczorem spory opad. Takiego obłędu w oczach nie miałem już dawno. Super śnieg połączony z super miejscówką mało mnie nie wykończył. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, bo wszędzie na około czekały na mnie fantastyczne linie. Jak na razie najlepszy dzień sezonu.


Niestety zdjęciami się nie pochwalę, bo aparat odmówił współpracy. Możecie popatrzeć jedynie jak wyglądają góry na chwilę przed wiaterkiem o sile 12 stopni w skali Beauforta.


 


Po publikacji takiego tekstu Boss na pewno ześle na mnie jakąś kolejną plagę (mam nadzieję, że będą to śnieżyce)


 


*



Archiwum

Zaległości
AK podsumowanie
AK
Bajkowa jazda dowolna
Stubai
Chore - chorsze - najchorsze
Piatka
Rumunia
Wiosna
Grofa
Secret spot
Gastein
La Plagne
w poszukiwaniu sniegu
That's it That's all
Apocalypse Snow 1983
Moj pierwszy raz
Google Earth
***
malymi literami???
big air, big plum
Surfwise
W jak Wpis
Straszny diabel w glowie
Majowka
The Day
Ukrainskie backcountry

Linki

hardkor nie disko
trzymetrypuchu
king of the game
freeride world tour

O mnie

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl